wtorek, 28 marca 2017

5 typów klientów, którzy doprowadzają mnie do szału!

Są dwa rodzaje czytelników tego bloga- Ci, którzy mnie znają osobiście (Was jest niestety więcej :D), oraz Ci, którzy nie mieli okazji mnie widzieć na oczy, ale lubią tu zaglądać (mnóżcie się!)

Ci pierwsi, z racji tego, że mnie znają, to wiedzą, że od kilku  lat pracuję w odzieżówce. 

Ci drudzy mnie nie znają, ale na bank są na tyle ciekawscy mnie i świata, że czytali już zakładkę "O mnie". A jak nie to dam Wam chwilę, nadróbcie zaległości. KLIK! :)




Przez cały ten czas mojej, dość długo trwającej już, kariery w handlu miałam okazję spotkać bardzo różnorodną ilość typów charakteru, mnogą liczbę zachowań i nawyków ludzkich. A to wszystko pod osłoną jednej mrożącej krew w żyłach Postaci. 

Jego - Klienta. 


Nasz Klient - Nasz Pan!


Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, jak istotną rolę pełni klient w łańcuchu pokarmowym sprzedaży. Gdyby nie klient - nie byłoby komu sprzedawać. Nie byłoby zatem od kogo brać pieniędzy. Bez pieniędzy nie byłoby czym opłacić prądu, czynszu itp; a co najważniejsze - mojej, skromnej, bo skromnej, pensji (Szefie, jak czytasz ten post, to wiesz co z tym zrobić! :>)

Doskonale wiem, jak istotną funkcję i rolę pełni klient w moim życiu codziennym.  W końcu spędzamy w pracy około 2000 godzin rocznie - nie sposób nie nazwać czasu w niej przebywanego- naszą codziennością. Postanowiłam zatem stworzyć dla Was cykl kilku wpisów pod flagowym hasłem: "5 typów klientów", w których będę klasyfikować odwiedzających sklepy odzieżowe ze względu na różne kategorie. 

Dzisiejszy wpis może pozostawić w Waszych głowach lekki niesmak. Zwłaszcza, jeśli spośród poniższych pięciu charakterów niechybnie uda Wam się odnaleźć siebie. Dlatego! Postanowiłam, że opublikuję dla Was też drugi post - dla osłody życia i na udobruchanie wszystkich tych, których udało mi się zdenerwować: 5 typów klientów, dzięki którym się uśmiecham. (już za tydzień!)

Tymczasem zapraszam Was do przeczytania:


1. Klient "Płacę - wymagam"


Najgorszy ze wszystkich, dlatego umiejscowiłam go na czele tego radosnego peletonu. Dorobiony na truskawkach w Holandii, albo na szmuglowaniu Viceroyów na granicy niemieckiej. Mówi o sobie "potentat eksportu ekskluzywnej marki tytoniowej >>Wiserła<< na zachodzie", bądź "florysta z zamiłowania, kolekcjoner z powołania". W gruncie rzeczy- smutny, szary i samotny człowiek, który wszelkie swoje frustracje wylewa na Bogu-Ducha-Winnej Pani Ekspedientce. Obwinia cały świat dookoła za dosłownie wszystko. To, że nie ma z danego modelu spodni podwójnej iks elki, to nie jest przecież wina tego, że inny klient tą XXL-kę zdążył kupić wcześniej, albo, że centrala się opóźnia z dostawami najlepiej sprzedażowych artykułów - to wina sprzedawcy. Bo jest "niedoedukowanym", "żałosnym" i jeszcze wiele innych określeń, człowiekiem. Klient Płacę-Wymagam żachnie się jeszcze na odchodne, że: "Bo mnie stać na jedzenie! A w tym cholernym sklepie są ubrania dla chłopców z anoreksją, dla biedaków i uchodźców! A Pani mi nie umie pomóc."


Klient "płacę -wymagam" najczęściej przychodzi z całą radosną gromadką - swoją rodziną. W momencie, gdy dzieciaki po skończonym procesie mierzenia idą, żeby odłożyć ubrania tam skąd je wzięły - on na nie grucha gromkim "Zostaw to gdzie popadnie - posprzątają to sobie, w końcu ZA COŚ IM PŁACĄ". Nie omieszka też podczas stania w kolejce do kasy, usiąść swoją szanowną rzycią (zwaną potocznie czterema literami) na świeżo złożonym stosie koszulek. Kto bogatemu zabroni?

Przy kasie zapytany o końcówkę "a może 5 groszy dostanę?", odpowiada "takich drobnych to ja nie mam, ale mogę dać 5 setkę. He he he!". Czasem się zdarzy również, że ów Klient wykaże się nie tylko przeogromnym poczuciem humoru na poziomie, ale i szczodrością - "Reszty nie trzeba, to napiwek". (całe 5 groszy... dzięki Stary!)



Broń obronna: Cierpliwość. Za każdym razem, gdy taki ktoś wytyka Ci niekompetencję, miej w głowie to, że on nie wie, że Ty studiujesz dwa kierunki, i przede wszystkim, że pracujesz tutaj nie dlatego, że jest to Twoja "dream-job", a dlatego, że lubisz ludzi i będzie to dla Ciebie doskonała lekcja i ćwiczenie interpersonalne, rzutujące na Twoje wszystkie przyszłe kariery zawodowe. Powtarzaj sobie jak mantrę, że 

człowiek zawsze może wyjechać ze wsi, ale wieś z człowieka nigdy


i głowa do góry, tylko brak nerwów i opanowanie wobec klienta "Płacę-Wymagam", poświadczy o Twojej przewadze i wysokiej kulturze osobistej.




2. Klient Prądkujący


Pracujesz sobie spokojnie, prowadząc z tyłu głowy debatę z samą sobą, na temat tego, co skonsumujesz na przerwie i czy popijesz to wodą, czy colą zero, aż nagle... dostrzegasz coś... Oto przed Twoimi oczami jawi się On - z pozoru nie wyglądający jakoś mega niepokojąco - z lekko smutnymi, ciut zaropiałymi, oczami, podkrążonymi bladym sińcem i cerą koloru kartki papieru. Niby nic nadzwyczajnego, co? Nic bardziej mylnego - Twoje dotychczasowe rozważania na temat obiadu przerywa głośne charczenie, dźwiękiem przypominające bardziej zepsuty odkurzacz, niż coś, co może wydobyć się z człowieka. Trafia Ciebie jak burza. Najpierw dźwięk kaszlu, a potem bryzg - oto w Twoją stronę kieruje się zmasowany atak miliona kultur zakażonych bakterii. Nie jesteś w stanie uciec, one są szybsze niż Kubica w swojej Formule 1. Fantastycznie. Teraz pozostaje mieć tylko nadzieję, że w najlepszym wypadku spotkanie z Klientem Prądkującym zakończy się tylko na 3-dniowym katarze, no albo chociaż na lekkiej grypie, a nie zapaleniem oskrzeli, jak ostatnio.



Broń obronna: Zawsze bądź czujna w pracy i miej oczy dookoła głowy. Zarazki czają się wszędzie, nawet pod postacią tego przystojniaczka, co właśnie mierzy joggery na męskim :). No i przede wszystkim z takim klientem możesz się obejść tylko w jeden sposób - prewencją! Polecam zdrowe posiłki, bogate w różnorodną gamę witamin i minerałów - a zwłaszcza witaminą D. A jeśli nie udaje Ci się zgromadzić aż takiego kompleksu w Twoim codziennym jadłospisie, (nawet w tym obiedzie, nad którego rozmyślaniem, postanowił przeszkodzić Ci paskudny kaszel tamtej babeczki) to polecam Tobie łykanie tranu z oleju rekina. Na mnie od jakiegoś czasu działa on cuda, chociaż przyznam się szczerze, że jak widzę smarkającego, kaszlącego klienta, to uciekam w te pędy na drugi koniec sklepu, obsłużyć kogoś, kto preferuje

 gorączkę zakupów, a nie gorączkę na zakupach.


Jeśli zaliczasz się do tego typu klienta: Nie wychodź z domu! Naprawdę, nie zbawi Cie ten jeden dzień spędzony poza galerią. To, że czujesz się lepiej, nie oznacza, że nie roznosisz zarazków. Skoro masz jeszcze ten paskudny kaszel, to wierz mi, że ja mogę Ci go niechcący podwędzić. I się z nim zaprzyjaźnić na dłużej... A wolałabym nie! Kuruj się, a nawet jeśli miałaś odłożony ten cudny płaszczyk z przeceny za 5 dych, do dzisiaj - przykryj się kocem, zrób sobie kubek gorącej herbaty z imbirem i zadzwoń na sklep, prosząc o odłożenie go o jeszcze jeden dzień dłużej. Uratujesz w ten sposób dziesiątki sprzedawców przed kichaniem i prychaniem w pracy. Ludzkość ocalona, a płaszczyk i tak będzie Twój. Dzięki!

3. Klient - Prześladowca


Jak byłam młodsza bardzo lubiłam oglądać kreskówki na kanale Cartoon Network. Nie pamiętam co to była za bajka, ale była w niej bardzo osobliwa postać. Zamaskowanego Mężczyzny w szarym kapeluszu i szarym prochowcu, zasłoniętego gazetą z wyciętymi dziurami na oczy. Wodził on spojrzeniem po otoczeniu i nie odstępował na krok obranego sobie celu. Zamaskowany Mężczyzna, to swoiste alter ego trzeciego sklasyfikowanego przeze mnie typu klienta. Klient Prześladowca uwielbia kiedy przewodzisz jego pieszej wędrówce po Twoim sklepie. Chodzi za Tobą krok w krok, niczym koń dorożkarski za marchewką. Być może wydaje mu się, że to co ty akurat sprzątasz/ składasz/ wykładasz/ przerzucasz jest: super nowe. Albo super tanie. Albo po prostu warte obejrzenia, skoro ty się właśnie tym zajmujesz. Podczas Twojego pieczołowitego układania towaru, on niechybnie, tak jakby chcąc pozostać niezauważonym, podkłada Ci pod sam nos swoją dłoń, niemalże wyciągając Ci wieszaki z ręki. Najlepsze jest to, że Klient-Prześladowca jest marnym stalkerem. Bo taki prawdziwy stalker nigdy nie da po sobie poznać, że Cie śledzi - klient prześladowca niestety w niezgrabny sposób wywraca, zrzuca, rozwala niemal wszystko, co na jego drodze.

To wolny kraj, każdy ma prawo chodzić gdzie chce, z kim chce, ścieżkami jakie sam sobie wybiera. Nie mam prawa nikomu tego zabronić, czy na kogokolwiek się wściekać. Jednak prawo swoje, a temperament - też swoje. Klient-prześladowca nie jest aż tak groźny, w obliczu dwóch poprzednich typów, jednak swoją niezdarnością w podążaniu za Twoim tropem, potrafi wyprowadzić z równowagi jak mało kto.



Broń obronna: Nigdy nie stój w jednym miejscu przez dłuższy czas. Jak składasz stół, a Klient-Prześladowca nań stół zaczyna pieczołowicie wywracać do góry nogami - uciekaj na drugi koniec sklepu, celem poszukania przedstawiciela któregoś z fajnych typów klientów. Pamiętaj też o zastosowaniu cierpliwości. No i przydaje się też zdolność taktycznego i strategicznego poruszania się po terenie sklepu. W grze GTA najprzyjemniej mi było jeździć skradzionym samochodem krętymi ścieżkami, do momentu aż zgubiłam helikopter, policję, CIA i inne służby specjalne goniące mnie. Taka sama satysfakcja rodzi się we mnie w przypadku zgubienia Klienta-Prześladowcy. Polecam!

4. Klient- Męczybuła


Trochę mi go w sumie szkoda. Męczybuła przeważnie nie ma komu, najzwyczajniej w świecie, się wygadać. Wykorzystuje więc skrzętnie każdą okazję, by opowiedzieć Ci, że jego kundelek jest na sterydach, bo ma niedowład łapy, że podczas przygotowania obiadu przypaliła dwa garnki i aż musiała wyjść na zakupy na odreagowanie. Opowie też o swoich wszystkich dolegliwościach i o alergenach, na które być może jest uczulona.  Powiem tak  - jestem gadułą. Zamaszyście Wygadaną, gadułą, ale i mnie Męczybuła jest w stanie doprowadzić do momentu, że mam wrażenie, że mój mózg przemienił się w, przepełnioną kłębkami kurzu, pustynię. Męczybuła lubi też komentować pracę Twoją i Twoich koleżanek z pracy, robiąc to w niezbyt kulturalny sposób. Jest na Ciebie zła i grozi skargami, kiedy powiesz jej, że te majtki co je kupiła trzy tygodnie temu, to nie podlegają zwrotowi. I że jakbyś mogła, to byś nawet odkupiła od niej te gacie za własne pieniądze, byleby tylko uzyskać święty spokój.

Męczybuła podnosi ciśnienie lepiej niż kawa,

którą piłaś na przerwie. Z tym, że pobudza Cie jedynie do uderzania czołem o blat.



Broń obronna: nigdy nie udało mi się posiąść tajemnej techniki lewitującej duszy nad ciałem i wyłączyć z dyskusji na tyle, by nie docierało do mnie nic, poza naprawdę ważnymi informacjami. Chciałabym! No ale jeśli niestety nie posiadam takich umiejętności, jedyne co mi pozostaje, to uzbroić się po raz kolejny w anielską cierpliwość - dać takiemu klientowi pomarudzić, pozrzędzić, wygadać się. Każde krzywe spojrzenie i niepochlebny komentarz zbić uśmiechem. Naprawdę - da się!



5. Klient - Dziennikarz


To oczywiste, że pracując na stanowisku sprzedawcy (na wyższych też, to oczywiste), powinniśmy stać się specjalistami w swojej dziedzinie. Ogólnie uważam, że jeśli dążymy do tego by stać się liderami - musimy po pierwsze- lubić naszą pracę (albo przynajmniej starać się polubić pewne jej aspekty!), a po drugie - nieustannie poszerzać swoją wiedzę i umiejętności, przydatne nam w naszym fachu. Niezależnie od dziedziny i sposobu zarobku - te dwie złote zasady powinny przyświecać nam w życiu, jeśli chcemy do czegoś dążyć i coś osiągnąć. Ale tej zasadzie poświęcę raczej osobny post. Podsumowując - sądzę, że 

porządny sprzedawca powinien znać się na rzeczy.



Jest to fakt niezaprzeczalny, jednakże wierzcie mi lub nie- spośród całego grona klientów zdarzają się takie uparciuchy, które poprzez strzelanie w nas pytaniami, niczym nabojami z karabinu maszynowego, są w stanie zbić z tropu nawet alfę i omega sprzedaży. Pytania o skład, czy o to, jak dany ciuch, zachowuje się po praniu (po praniu jest trochę niegrzeczny, ale jak dostanie szlaban na fejsa to wtedy się ogarnia, seeerio.) są raczej na porządku dziennym i nie zdziwią nikogo. Jednak zdarzało mi się, udzielać wywiadu, takiemu Klientowi Dziennikarzowi, odpowiadając na naprawdę osobliwe pytania.

  • Czy to zostało wykonane w fabrykach na południu, czy północy Turcji?
  • Skoro tu jest napisane, że można tylko prać ręcznie, to czy mogę wrzucić na tryb "sport 15 minut" do mojej pralki?
  • Czy w Waszym sklepie w Koziołkach Dolnych też są te koszulki?
  • Czy to się rozciągnie?Ale czy mocno? A jak mocno?

i wiele innych.



Jako blogerka w przedsionku rozwiniętej kariery, bardzo szanuję takich klientów. Dzięki nim przyzwyczajam się do odpowiadania w takich prawdziwych wywiadach, CO NIE? W gruncie rzeczy nie Klienci- Dziennikarze nie rozbudzają we mnie aż takiej żądzy krwi. Nie-nie-nie! Doprowadzają mnie do szału dopiero w momencie, gdy odpowiedziałam na wszystkie milion, zadanych przez nich pytań, w sposób baaardzo obszerny i fachowy, a oni. i tak nie odnaleźli w tych odpowiedziach, rozwiązania nurtujących ich zagadek. Do szału doprowadzają mnie też pytania "a macie z tych koszul, co wisiały tydzień temu na tamtej ścianie na wejściu, tych takich w ciapki, niby niebieskich, niby pomarańczowych, eMkę?". Nie bardzo lubię znajdywać się w sytuacji w których czegoś nie wiem. Taki klient naprawdę wprowadza mnie w stan zakłopotania.



Broń obronna: poszerzaj wiedzę, zdobywaj doświadczenie i ...

naucz się odpowiadać pytaniem na pytania

Wówczas gdy ty zagniesz takiego delikwenta równie zawiłym pytaniem, może starczy mu wystosowana, wcześniej (przed tym porąbanym pytaniem :) ) przez Ciebie, rzetelna odpowiedź.



To by było na tyle, jeśli chodzi o typy trudnych klientów. Zaznaczam, że przedstawiona powyżej klasyfikacja jest napisana przeze mnie z przymrużeniem oka. Przeważnie lubię moją pracę. Każdego dnia mogę spotkać na swojej drodze całą roszadę ludzkich charakterów. Każdego klienta bardzo szanuję, a przede wszystkim - choćby zdenerwował mnie, jak nie wiem co, staram się traktować go z bardzo wysoką kulturą osobistą. 

To moja broń na takich. W 99,9% przypadków skutkuje. Moi stali, ulubieni klienci to potwierdzą. A o nich opowiem Wam już za tydzień!

Dobrego wieczoru, Kochani!

Zamaszyście Podpisana

6 komentarzy:

  1. o dżizas skąd ja to znam...pracowałem swego czasu na infolinii i niejedno się nasłuchałem moja ulubione to oczywiście "płacę i wymagam" ale najlepsze to i tak "pracujesz za moje pieniądze to rób co Ci mówię" - nie wiem kiedy przeszliśmy na "Ty" no ale Pan i Władca zawsze wie lepiej ode mnie nawet gdy się na danym temacie nie zna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo niewdzięczna jest praca w handlu - trzeba przyznać. Zwłaszcza, że tych wszystkich buraków należy traktować z nieodpowiednim do ich zachowania - szacunkiem

      Usuń
  2. Ufff! Nie jestem żadnym typem wymienionych klientów :-) Jak dobrze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha! Fantastycznie! W środę zajrzyj koniecznie tu jeszcze raz! Wtedy opublikuję listę, na której być może, uda Ci się sklasyfikować swoją osobę - wśród 5 typów klientów, którzy sprawiają, że się uśmiecham :).

      Usuń
  3. Jakoś w żadnym opisie siebie nie odnalazłam, hmm o czym to może świadczyć? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że należysz do środowej listy klientów, dzięki którym się uśmiecham! Zajrzyj wtedy do mnie i daj koniecznie znać, którym z nich jesteś! :)

      Usuń

Copyright © 2016 Zamaszyście Podpisana , Blogger